Fundacja na rzecz chorych
na stwardnienie rozsiane

NIP 894-29-86-057 KRS 0000338878

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies.

Informacje zapisane w ciasteczkach są wykorzystywane w celach statystycznych, analizy ruchu i zapisywania ustawień. Dalsze korzystanie z serwisu z włączonym zapisem cookies oznacza zgodę na ich używanie i zapisywanie ich w Twojej przeglądarce. W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.

Nazywam się Karolina Budziak, mam 27 lat i moje zmagania z SM rozpoczęły się od 2008 r., kiedy miałam skończone 21 lat. Wtedy też miałam tak naprawdę zaplanowane życie, tzn. robiłam to co chciałam: studiowałam historię na Uniwersytecie Gdańskim w Gdańsku, mieszkałam nad morzem-wyrwałam się jednym słowem do dużego miasta o czym zawsze marzyłam. W wakacje wyjeżdżałam do pracy za granicę, co dawało mi niezależność finansową, nic tylko żyć nie umierać.


SM??? Pierwszy raz usłyszałam ten skrót, który tak naprawdę nic mi wtedy nie mówił. Potem Internet i wyszukiwanie, co to jest SM i dlaczego profesor wysyłając mnie na badanie MRI (rezonans magnetyczny) nie chciał mi powiedzieć, co to jest za choroba. Jedna strona w Internecie gorsza od drugiej, słownictwo medyczne, którego nie potrafiłam zrozumieć i jedna wielka niewiadoma. Jedno co było pewne to, że jest to choroba nieuleczalna, o nieprzewidywalnym przebiegu, prowadząca do niepełnosprawności i nie wiadomo, jaka jest jej przyczyna. Szok, niedowierzanie, że mogę chorować na jakąś nieuleczalną chorobę, przecież czuję się dobrze… „do czasu”- jak to podsumował pan profesor.


W dalszej kolejności właśnie badanie MRI, szpital w celu wykonania punkcji lędźwiowej i postawienia rozpoznania. Nie było wątpliwości…. potwierdziło się, że choruję na SM czyli stwardnienie rozsiane… (nie będę pisać tutaj żadnej definicji tej choroby bo życie w rzeczywistości z SM okazuje się zupełnie inne…)


Miałam wrażenie, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że to jest jakiś zły sen, tylko że wiedziałam, że ja się z tego snu niestety już nie obudzę… Byłam zmuszona zacząć zmieniać swoje życie… Skończyły się moje wyjazdy za granicę, przeniosłam się na studia magisterskie do Poznania (bliżej domu). Po studiach powrót do domu i ciągłe zmagania z SM… Mimo moich 19 rzutów w chwili obecnej, które przez 6 lat przeszłam ciągle walczę, ciągle wierzę i ciągle mam nadzieję bo przecież nadzieja podobno umiera ostatnia…


Pozdrawiam 

Karolina Budziak