Fundacja na rzecz chorych
na stwardnienie rozsiane

NIP 894-29-86-057 KRS 0000338878

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies.

Informacje zapisane w ciasteczkach są wykorzystywane w celach statystycznych, analizy ruchu i zapisywania ustawień. Dalsze korzystanie z serwisu z włączonym zapisem cookies oznacza zgodę na ich używanie i zapisywanie ich w Twojej przeglądarce. W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.

Przyjaciele o wrażliwym sercu,

Mam na imię Grażyna i mam 53 lat, od 36 lat choruję na stwardnienie rozsiane i z latami oswajałam się, że mój stan zdrowia się coraz bardziej pogarsza, ale od ośmiu lat choroba przykuła mnie do wózka. Moje życie bardzo się odmieniło kiedy SM odebrało mi możliwość chodzenia.

Moja choroba się zaczęła gdy byłam jeszcze nastolatką i jeszcze nie zdawałam sobie sprawy co to znaczy życie w chorobie. W wieku 17 lat trafiłam do szpitala na oddział okulistyczny z pierwszym rzutem choroby na zapalenie oka nerwu pozagałkowego. Wtedy lekarze zaczęli podejrzewać moją chorobę ale nie mówili o niej wprost. Dopiero gdy w wieku 21 lat gdy urodziłam syna doznałam kolejnego rzutu choroby na paraliż jednostronny. Wtedy zostałam skierowana na specjalistyczne badania m in. punkcje lędźwiową, z których wynik był jednoznaczny, że choruję na stwardnienie rozsiane.

W tych wszystkich trudnych chwilach mam wielkie wsparcie ze strony mojego małżonka Jerzego. Codziennie – wspólnie pokonujemy trudności związane z moją chorobą. Czasami żartobliwie mówię, ze jestem jego czwartym dzieckiem, którym musi się zajmować. Wychowaliśmy troje dzieci, a teraz cieszymy się wnukami : Kingą, Zuzią i Szymonem.

W latach gdy byłam już na rencie i wychowywałam moje dzieci w wieku szkolnym coraz bardziej stawałam się bezradna i potrzebowałam pomocy osób trzecich. Wtedy jako młodsza, chodząca i dobrze wyglądająca osoba często spotykałam się z opinią, że udaję chorobę i nic mi nie jest. Często się zdarzało, że podczas nieobecności mojego męża, który był w pracy dostawałam ataku choroby wtedy moje małe dzieci znajdowały się pod opieką życzliwych sąsiadów aż do powrotu mojego małżonka.

W sytuacjach gdy mój mąż wyjeżdżał do pracy a mi chorej osobie zostało powierzone wychowywanie dzieci mój stan psychiczny się pogorszył. Cały czas czułam niepokój i lęk przed tym, że nie dam rady zaopiekować się moimi dziećmi.

Przez ostatnie lata zmagam się m in. z przewlekłą niedokrwistością i małopłytkowością, hipercholesterolemią, przewlekłym zapaleniem dróg moczowych, bezsennością, spastyką kręgosłupa i kończyn dolnych, problemami z przełykaniem, kinetozą, bólami reumatycznymi. Codziennie muszę przyjmować leki łagodzące te wszystkie objawy współistniejące.

Między innymi przeszłam częściową histerektomię i usunięcie guza nadnercza.

Obecnie co kilka miesięcy muszę iść na oddział neurologiczny gdzie dostaję lek mitoksantron. Jestem już po 3 dawce i wiążę ogromną nadzieję, że część objawów ustąpi a moje życie stanie się łatwiejsze dla mnie i mojego męża.

Aby moje życie się zmieniło potrzebuję 1%

Pieniądze chciałabym przeznaczyć na zabiegi rehabilitacyjne w ośrodkach specjalizujących się w leczeniu moich schorzeń.

Również jest możliwość przekazywania środków na konto Programu Gromadzenia Środków na Leczenie i Rehabilitację Stwardnienia Rozsianego

Nr konta bankowego do wpłat : 95 1140 1140 0000 2133 5400 1001
w tytule przelewu: Grażyna Krasińska

W zamian ofiaruję ci wdzięczność i modlitwę, Grażyna.