Fundacja na rzecz chorych
na stwardnienie rozsiane

NIP 894-29-86-057 KRS 0000338878

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies.

Informacje zapisane w ciasteczkach są wykorzystywane w celach statystycznych, analizy ruchu i zapisywania ustawień. Dalsze korzystanie z serwisu z włączonym zapisem cookies oznacza zgodę na ich używanie i zapisywanie ich w Twojej przeglądarce. W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.

Nigdy nie zapomnę dnia, w którym wstałam rano z łóżka i nie potrafiłam utrzymać równowagi, kręciło mi się w głowie, a na dodatek widziałam podwójnie. To było wiosną 2018 roku, miałam wówczas niespełna 23 lat. Ten stan utrzymywał się przez długi czas zanim podano mi diagnozę oraz dożylnie glikokortykosteroidy. Jak się później okazało, problemy z równowagą i widzeniem, nie były pierwszymi symptomami stwardnienia rozsianego. Już wcześniej miewałam trudności z koordynacją ruchów po lewej stronie ciała, odczuwałam ciągłe zmęczenie, a wzrok mi się pogarszał.

Długo szukałam zanim trafiłam do kompetentnego lekarza, który rozpoznał w moich objawach te charakterystyczne dla SM. Każdy radził mi odpoczynek, ale żaden nie chciał zbadać przyczyny moich problemów. Wreszcie, po kilku tygodniach, trafiłam do Pani neurolog, która wysłała mnie na rezonans głowy w trybie pilnym. Wynik badania potwierdził jej przypuszczenia… aktywne zmiany w mózgu. To był jeden z najgorszych dni w moim życiu.

Potem już wszystko potoczyło się szybko… skierowanie do szpitala, tygodniowy pobyt             w Instytucie Psychiatrii i Neurologii z pełną diagnostyką. Do samego końca wierzyłam, że to nie to, ale niestety – potwierdziło się.

Pierwsze miesiące mogę określić jednym słowem: załamanie. Gdyby nie moi najbliżsi, nie wiem jak dałabym sobie z tą wiadomością radę. Po zapoznaniu się z artykułami dostępnymi w sieci na temat SM myślałam: jak będę dalej z tym żyć? To koniec  z normalnym funkcjonowaniem, marzeniami. Dostałam wyrok na całe życie…

Następnie zaczęłam czytać artykuły naukowe o swojej chorobie, a specjaliści w tej dziedzinie coraz bardziej utwierdzali mnie w przekonaniu, że z tą przypadłością można normalnie funkcjonować, tylko należy ją leczyć, regularnie rehabilitować się i suplementować. Teraz już wiem, że nie można się tak łatwo poddawać, trzeba nauczyć się żyć z SM i zaakceptować to, co dał nam los. Póki co nie daję się chorobie, czynnie pracuję, kończę studia magisterskie, podróżuję i dążę do tego, żeby spełniać swoje marzenia. Oprócz SM jestem obarczona kilkoma innymi chorobami, w tym autoimmunologicznymi.

I tutaj pojawia się prośba do Państwa o przekazanie dla mnie 1% z podatku. To nie jest wiele, a mi może pomóc w zbieraniu środków na rehabilitację, suplementy i leczenie.

Aby przekazać na mnie 1% podatku, należy w formularzu PIT podać KRS Fundacji 0000338878, a w celu szczegółowym moje imię i nazwisko – Klaudia Jańczyk.

Jeżeli jednak zdecydowaliby się Państwo na wpłacenie na moją rzecz darowizny, należy wpisać numer konta bankowego:  95 1140 1140 0000 2133 5400 1001, a w tytule przelewu „Klaudia Jańczyk”.

Będę wdzięczna Państwu za każdą przekazaną na moją rzecz złotówkę.
Z góry dziękuję!