Fundacja na rzecz chorych
na stwardnienie rozsiane

NIP 894-29-86-057 KRS 0000338878

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies.

Informacje zapisane w ciasteczkach są wykorzystywane w celach statystycznych, analizy ruchu i zapisywania ustawień. Dalsze korzystanie z serwisu z włączonym zapisem cookies oznacza zgodę na ich używanie i zapisywanie ich w Twojej przeglądarce. W ustawieniach przeglądarki możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies.

Nazywam się Martyna Kruk-Osiak mam 36 lat. Jestem młoda, atrakcyjna, pewna siebie, bardzo energiczna, świetnie zorganizowana, radosna, uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do świata oraz ludzi, którzy mnie otaczają.
Mam plany bliższe, dalsze oraz te bardzo odległe. Nie znoszę nudy, oraz bezczynności, kocham swojego syna, kocham swojego męża, kocham siebie i swoje życie. Uwielbiam ludzi, którzy mnie otaczają oraz to co robię w domu i w pracy.
Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, sprawy trudne nie istnieją, gdyż z każdej sytuacji można znaleźć rozwiązanie.
W 9stycznia 2019 dowiaduję się, że choruję na SM. W głowie zapadła cisza. Niepewność. Trzeba zmierzyć się z sytuacją. Czas się oswoić z nowym życiem.

 

2017

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia czas magii w pośpiechu kupuję prezenty, ciesząc się na nadchodzący czas. Jest piątek, ostatni dzień w pracy, po pracy jeszcze szybkie zakupy, trafiam na wyprzedaż koników, które kocha mój syn, kupuję wszystkie. Wracam do domu zabieram wino, daje buziaka chłopakom i mowie, że zaraz będę, i się poprzytulamy. Jadę do swojej przyjaciółki złożyć jej życzenia świąteczne, ona jest psychologiem czekam, aż ostatni pacjent wyjdzie z jej gabinetu, wtedy chwilę poplotkujemy i wreszcie chwila wytchnienia.

Nigdy nie zapomnę jej spojrzenia … patrzy na mnie i wiem, widzę w jej oczach niepokój. Pyta czy się dobrze czuję, mówię, że nie że jestem zmęczona, ale nie martwię się tym, idą przecież Święta, za chwile przecież odpocznę!
Koleżanka zapytała czy jestem poważna ? Odpowiadam, że oczywiście tak jestem, jak zawsze nie wiedząc o co chodzi.
Poprosiła żebym wstała i dotknęła prawą ręka czubka nosa - nie trafiam . Później dała mi lusterko i poprosiła żebym się przejrzała. Moja część twarzy opadła, poleciały mi łzy.
Zawiozła mnie na najbliższy SOR , w kilkanaście minut mnie przyjęto z podejrzeniem udaru.
Okazało się, że jest to porażenie nerwu twarzowego i pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego, to był początek.

Potem było tysiące badań. Śmiałam się z mężem że jestem przebadana jak astronauta. Następnie była rehabilitacja, leki i po pól roku wróciłam do pełnej sprawności.
Ostateczna diagnoza zdaniem lekarzy „do obserwacji” cokolwiek to znaczy!
W między czasie zaglądałam na SOR z różnych powodów a to silny ból głowy nie do " uspokojenia", oko, które sobie spuchło, bolało jak diabli, do tej pory jakby mniej na nie widzę, plus wiele innych symptomów. Nadal jednak pracuje, nadal pędzę, nadal nie zastanawiam się nad własnym zdrowiem.

 

2018

Nadchodzą kolejne Święta Bożego Narodzenia, nadchodzi czas kiedy trzeba zrobić badania kontrolne.
Myślę sobie „ przecież jestem zdrowa, badam się regularnie”. Robię szybko zalecone badania, żeby mieć je z głowy, podczas tego roku robiłam też wykluczenie Boreliozy, więc wszystko będzie dobrze . Następnie rezonans. Wynik rezonansu niezbyt optymistyczny: są zmiany, Potencjały wywołane też nie ma poprawy .Kolejna wizyta w szpitalu … Czas na punkcje. Diagnoza: SM.
Ta informacja nie dotarła do mnie w ogóle, cały czas myślałam, że to musi być pomyłka, że ktoś się pomylił. Niestety zostało to potwierdzone przez kilku lekarzy, niestety wszyscy byli jednogłośni SM. Powiedzieli, że muszę to zaakceptować.
Wychodząc ze szpitala nadal nie wierzyłam w diagnozę. Dopiero gdy otrzymałam dokument - wynik punkcji i płynu, na którym było napisane, o obecności białka oligoklonalnego, dotarło do mnie, że mam poważną chorobę i muszę się z nią zmierzyć.
Teraz już wiem MUSZĘ zrobić wszystko, żeby żyć normalnie i funkcjonować normalnie dla siebie i swoich ukochanych chłopaków, dla ludzi, którzy mnie kochają.
Niestety leczenie SM w naszym kraju jest bardzo drogie i nie jest w pełni pokrywane przez ubezpieczenie. W związku z tym postanowiłam zgłosić się do fundacji "Dobro Powraca". Dzięki niej i dzięki ludziom dobrej woli mogę  gromadzić środki na leki, rehabilitację i inne niezbędne rzeczy ułatwiające życie chorym na stwardnienie. Jeżeli możesz i chcesz mi w tym pomóc, przekaż proszę 1% swojego podatku.  Pieniądze przekazane przez Ciebie mogę wykorzystać tylko i wyłącznie na leczenie i rehabilitację.  Aby mi pomóc wystarczy w zeznaniu podatkowym wpisać następujące dane KRS 0000338878 z dopiskiem Martyna Kruk Osiak z góry dziękuję Wam za pomoc w walce o zwyczajną codzienność.