6022
Anna Sobczak
Zawodowo: radca prawny z powołania, chociaż średnio co miesiąc zdecydowana na 100%, że zmienia pracę.
Po godzinach: (ale nie wiadomo, kiedy to jest, bo cały czas pracuje) choruje na stwardnienie rozsiane, słucha muzyki, pisze poezję, ma marzenia albo wręcz przeciwnie (nie ma).
Rodzice pozostawili mi spadek w postaci dystansu do życia i do siebie samej oraz umiejętności przyjmowania jako normalnych, wszelkich zmian, nawet tych trudnych. Życie dało mi siłę do pokonywania przeciwności i brak zgody na cackanie się z sobą. Od dziewięciu lat jestem zdiagnozowana, ale choruję dużo dłużej. Tyle, że nie zwracałam uwagi na pewne nietypowe zjawiska, bo ciągle nie miałam czasu na takie głupoty. Jak coraz bardziej żyjąca własnym życiem prawa stopa, zaczęła mi w pewnym momencie dokuczać, okazało się, że to stwardnienie rozsiane. Jak dotąd, choroba nie wpłynęła ani na stan mojego intelektu, ani na ośrodek mowy, czyli pozostawiła mi to, bez czego nie mogłabym żyć i pracować. Aha, muszę się pochwalić, że piszę i wydaję wiersze, a może w przyszłości ujrzą światło dzienne moje opowiadania.
Już po diagnozie, w okresie pandemii pracowałam zdalnie, nie było rehabilitacji i tak jakoś się to stało, że z etapu laski i kul przeszłam płynnie do etapu wózka, z którym musieliśmy się polubić. I tak to trwa. Chciałabym normalnie żyć, ale nie zawsze to wychodzi. Pracuję w domu i brakuje mi kontaktu z drugim człowiekiem. Nie mam rodziców ani dzieci. Żyjąca, nieliczna rodzina jest daleko i ma swoje życie.... Coraz częściej czuję, że walczę z wiatrakami. Ale w takich sytuacjach zawsze powtarzam sobie, że może kolejny dzień będzie lepszy. I jest. Nawet, jeżeli nie kolejny, to następny po kolejnym....