
5151
Dagmara Jaskulska
To bywa bardzo trudne, chorobę poniekąd niesienie się samemu, jednak w odpowiednim momencie spotkanie z drugim człowiekiem, który widzi, czuje i rozumie – daje ten impuls do życia, gdy często już rozgaszcza się chęć poddania się, gdy człowiek już tak leży przywalony kłodami życia i ma tylko nadzieję że nie spadną kolejne ..
Czasem jest to lekarz który widząc „głębiej” - nocą zostawia książkę na stoliku przy łóżku szpitalnym.. Czasem Pan ochroniarz, który podczas przypadkowego porannego spotkania przy czajniku szpitalnym wyciąga cukierki „ciut ciut” jak święty Mikołaj dla grzecznej dziewczynki.. Czasem ktoś kto zatrzymuje się i proponuje podwiezienie widząc trudność w stawianiu kroków.. Czasem ktoś - kto swoją obecnością i „dotrzymaniem kroku” zaskakuje..
Nie jest prosto zawalczyć i zatroszczyć się o siebie - gdy człowiek jest w głębokim smutku, zmęczeniu trudną codziennością, rozczarowany sobą, życiem, a czasem i ludźmi .. Wtedy ten impuls, iskierka płynąca z drugiej ręki jest na wagę złota … Czasem on przywraca jakąś wiarę .. daje poczucie że jeszcze będzie lepiej .. i pozwala rano wstać i zebrać się do działania już z nieco uniesioną głową ..
Bo przecież moje sprawne ręce, moja głowa, moja pomysłowość są też cenne dla innych ..
To było najtrudniejsze w mojej drodze kiedy z wolontariusza, opiekuna osób niepełnosprawnych nagle życie przerzuciło mnie na drugą stronę mocy ..
Tak niewiele czasem rozumiemy i tak wiele trzeba się jeszcze nauczyć …
Pomaganie stanowiło trzon mojego życia …
Bo zawsze rozumiałam, czułam co to znaczy bezsilność, zależność …
i tak dobro powraca .. dziękuję wszystkim za wsparcie na drodze odzyskiwania moich sił
Czasem silna a czasem ze złamanym skrzydłem
Dagmara