
5542
Iwona Alabrudzińska
Do tego dochodzi codzienność - leki, suplementy, sprzęt rehabilitacyjny i przejazdy. Nie jestem w stanie przejść 3 metrów. Ciężko nawet uwierzyć, że coś może tak sprawnego człowieka usunąć nagle z życia. Chodziłam po górach, pływałam, jeździłam na rowerze, kochałam las i naturę. Wszędzie było Mnie pełno, nie zwalniałam. Marzę o chociaż trochę normalnym życiu. Od miesięcy nie mogę położyć się, śpię na siedząco, umycie rąk jest problemem, od dawna nie mam jak wyjść z domu. Takie życie nie jest już nawet życiem. Odratowano mnie dwykrotnie ale czasami zastanawiam się jaki to ma sens. Walka o oddech boli. Bardzo chcialabym mieć szansę na leczenie ale nie jestem w stanie go sfinansować, samodzielne uzbieranie także nie daje efektu. Moja mama umierala a mnie przy niej niebyło, nie było mnie też na pogrzebie, nie odwiedziłam Jej na cmentarzu. Nie umiesz sobie wyobrazić tego co czuję.
Ratowalam kiedyś zwierzaki. Niektóre zostaly i teraz to one starają się dodać mi sił i przypominać że są tu, że potrebują mnie. Proszę pommóżcie mi zebrać środki na leczenie. Mój czas się kończy, ataki są już codziennością i coraz trudniej jest mi oddychać.