
4915
Marzena Meszka
Nazywam się Marzena. W 1997 roku usłyszałam diagnozę: zapalenie nerwu wzrokowego. Był to pierwszy rzut stwardnienia rozsianego Od tamtej chwili moje życie nie jest już planowaniem przyszłości, tylko ciągłym dostosowywaniem się do choroby, która stopniowo odbiera mi sprawność i niezależność.
Stwardnienie rozsiane to nie jest jedna hospitalizacja ani jednorazowe leczenie. To choroba na całe życie, wymagająca stałego przyjmowania leków, regularnej rehabilitacji, wizyt u specjalistów i sprzętu medycznego. Bez tego choroba postępuje szybciej, a codzienne czynności — wstawanie, chodzenie, utrzymanie równowagi — stają się coraz trudniejsze lub niemożliwe.
Najtrudniejsze są koszty. Leki, rehabilitacja i opieka medyczna to wydatki, które znacznie przekraczają moje możliwości finansowe. Część terapii nie jest refundowana, a bez systematycznej rehabilitacji tracę to, co z takim wysiłkiem udało się wypracować.
Nie proszę o luksus. Proszę o szansę na zachowanie sprawności jak najdłużej, na życie bez ciągłego strachu, że zabraknie na leczenie. Każda forma wsparcia to dla mnie realna pomoc — konkretne leki, konkretna rehabilitacja, konkretna ulga w codziennej walce z chorobą.
Dziękuję KAŻDEJ OSOBIE , która zdecyduje się mi pomóc.
To dla mnie nadzieja na kolejny dzień w lepszym zdrowiu i z większą godnością.