Treść główna

Numer Subkonta:
4535

Przemysław Zadomski

Zapraszam do poznania historii niezwykłej walki i determinacji! Pomimo licznych przeciwności losu, życie nie złamało mnie ani na moment. Urodzony z rzadką wadą kości, pokonałem ponad 50 operacji, wciąż dążąc do lepszego jutra. Teraz, stojąc przed najtrudniejszym wyzwaniem, potrzebuję Twojej pomocy.

Cześć, jestem Przemek.
Od urodzenia żyję z poważną wadą nogi – prawa kończyna nie rozwinęła się prawidłowo. Od niemowlaka rozpoczęła się walka o moją nogę. Przeszedłem ponad kilkadziesiąt operacji, w tym wydłużanie kończyny metodą Ilizarowa – metalowe obręcze, druty przechodzące przez kość, miesiące bólu.
Szpitale, operacje, ból i rehabilitacja to była moja codzienność.

Dzieciak, który nie chciał siedzieć w oknie.

Pamiętam, jak siedziałem w oknie i patrzyłem ze łzami w oczach, jak dzieciaki grają w piłkę, bo mnie to miało omijać. Aż któregoś dnia stwierdziłem: walić to – idę grać.
Przykuśtykałem o kulach na boisko i zacząłem kopać. Byłem wtedy dzieckiem, ale właśnie wtedy zacząłem rozumieć, że bariery istnieją tylko w głowie.
Nieraz piłka uderzała w aparat, krew się lała – ale nie przestawałem. Z czasem miałem swoją drużynę osiedlową, graliśmy turnieje i nikt już nie pytał, co robię na boisku o kulach.

Sport był zawsze częścią mnie

Nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Jako nastolatek pływałem w stowarzyszeniu “Szansa” – tam trener od początku widział we mnie potencjał i mimo wielu operacji, przerw związanych z rehabilitacją wracałem na treningi a potem na zawody i zdobywałem medale. W późniejszych okresach mojego życia grałem w koszykówkę, trenowałem boks a nawet wciągnął mnie squash. A rower? On był ze mną od początku. Niezależnie od tego, ile operacji przeszedłem i w jakim byłem stanie – zawsze wracałem do roweru. To była moja wolność, mój sposób na reset i frajdę z życia.

Góry – marzenie krok po kroku

W góry pojechałem będąc już dorosłym facetem bez kul. Dlaczego tak późno ? Może strach, że nie dam rady i aby zobaczyć piękno gór będę musiał wjechać bryczką ? To nie jest w moim stylu. Pierwsza wycieczka - Morskie Oko i to wtedy góry skradły moje serce. Potem Dolina Pięciu Stawów, a dwa lata później wyzwanie - Giewont oraz wędrówka po Czerwonych Wierchach na Kasprowy. Nie było łatwo i odczułem to następnego dnia kiedy ból nogi dawał mi w kość. Mimo dolegliwości do końca wyjazdu - nie żałuję. Następny plan na górską wędrówkę Rysy. Niestety ból i pogarszający się stan nogi przerwał to marzenie. Ale wiem, że ta góra dalej na mnie czeka.

Gotowanie – druga pasja i sposób na życie

Sport sportem, ale mam też drugą wielką miłość – gotowanie.
Pracowałem już jako kucharz, lecz przez stan nogi musiałem zrezygnować z pracy w tym zawodzie. Lecz dalej lubię kombinować w kuchni dla bliskich. Kocham ten moment, kiedy ktoś spróbuje i mówi: “kurczę, ale dobre!”.
To nie jest tylko hobby. To coś, co daje mi możliwość normalnego życia i pracy.
Proteza to dla mnie nie tylko szansa na sport i marzenia, ale też na gotowanie bez bólu i pracę.

Rodzina – moi najwięksi kibice

Całe życie walczyli ze mną moi rodzice.
Kiedy nie mogłem zasnąć z bólu, mama i tata spali przy moim łóżku, masując nogę. Rezygnowali z wakacji, odkładali swoje plany, żeby kupić mi kule, buty, kolejne leczenie. Brat też często musiał ustąpić, bo to ja – “ten chory” – byłem w centrum uwagi.
To dzięki nim nigdy się nie poddałem. Dlatego jednym z moich marzeń jest odwdzięczyć im się – zabrać tatę na wielki połów ryb, mamę w podróż życia. Ale najpierw muszę zawalczyć o siebie.

Punkt zwrotny

Dwa lata temu organizm powiedział stop i musiałem wrócić do kul. Kolano nie daje już rady i mimo najszczerszych chęci pomocy, wielu badań i konsultacji lekarze z Otwocka stwierdzili : endoproteza kolana nie wchodzi w grę, bo ryzyko większe niż zysk.
Diagnoza: zaawansowana gonartroza.
Jedyna opcja na normalne życie: amputacja powyżej kolana.
Nie będę ściemniał – to była dla mnie ciężka decyzja.
Ale kiedy zacząłem oglądać historie ludzi z protezami, zrozumiałem jedno: to nie koniec, to szansa.

Dlaczego zbiórka?

Proteza wysokiej mobilności kosztuje nawet do 350 tysięcy złotych. To cena za nowoczesny sprzęt, który pozwoli mi odzyskać życie. Problem? Użyteczność protezy oceniana jest na tylko ok 6 lat a żadnego przeciętnego człowieka nie stać, żeby co kilka lat płacić tyle pieniędzy. Ale dla mnie to jedyna droga aby, być nawet jeszcze lepszą wersją siebie z nowymi możliwościami. Całe życie udowadniałem, że się da. Ale tego muru nie przeskoczę sam.

Dlatego proszę – dołącz do mojej drużyny. Każda wpłata, każde udostępnienie to krok bliżej do tego, żebym znowu mógł robić to, co kocham – i pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Kiedy stanę na tej nowej nodze – wracam do sportu i na rower, wchodzę na Rysy i pokazuję innym, że bariery są po to, żeby je pokonywać.

Możesz pomóc w walce z chorobą!
Każdy kiedyś potrzebuje dobra!

Przekaż darowiznę

Wystarczy w tytule przelewu podać:
Zadomski 4535

Wpłacam

Część Podopiecznych Fundacji Dobro Powraca ma nadany unikatowy numer swojego subkonta (dotyczy to subkont założonych od września 2022 roku). To pozwala na precyzyjne przypisywanie wpłat. Bardzo prosimy upewnić się, czy Podopieczny ma nadany swój numer i używać go podczas wypełniania pola Tytuł Przelewu. Numer konta bankowego do dokonania wpłaty: 95 1140 1140 0000 2133 5400 1001

Możesz też skorzystać z systemu płatności internetowych dostępnych na naszej stronie www, do których prowadzi przycisk Wpłacam. Wybierz opcję Darowizna dla konkretnego Podopiecznego i wpisz odpowiednie dane Podopiecznego.

Przekaż 1,5% podatku

W polu numer KRS podaj:
0000338878

W celu szczegółowym należy podać:
Zadomski 4535

Przekazuję 1,5%